Co naprawdę kryje się pod powierzchnią? O emocjach, nawykach i rozumieniu siebie

Czy zdarzyło Ci się kiedyś wybuchnąć gniewem z powodu czegoś, co z perspektywy czasu wydawało się zupełnie nieistotne? Zgubione klucze, rozlana kawa, korek na drodze czy jedno niefortunne zdanie wypowiedziane przez bliską osobę potrafią czasami wywołać reakcję niewspółmierną do sytuacji. Najpierw pojawia się złość, potem podniesiony głos, impulsywna odpowiedź albo całkowite zamknięcie się w sobie. Kiedy emocje opadną, często pojawia się natomiast pytanie: „Dlaczego właściwie tak zareagowałem?”

Być może odpowiedź wcale nie znajduje się w tym, co wydarzyło się kilka minut wcześniej. Niewielkie wydarzenie może być jedynie zapalnikiem, który uruchamia znacznie większy mechanizm. Pod powierzchnią pojedynczej reakcji mogą znajdować się wcześniejsze doświadczenia, niezaspokojone potrzeby, lęki, poczucie odrzucenia, bezsilność czy utrwalone przez lata sposoby radzenia sobie z trudnymi emocjami.

Właśnie dlatego zrozumienie siebie wymaga czegoś więcej niż obserwowania własnego zachowania. Czasami trzeba spojrzeć głębiej i spróbować zrozumieć, co właściwie znajduje się pod powierzchnią tego, co widzimy na pierwszy rzut oka.


Emocje są informacją, a nie problemem

Jednym z najczęstszych błędów w podejściu do własnych emocji jest traktowanie ich jako czegoś, czego należy się jak najszybciej pozbyć. Nie chcemy być smutni, przestraszeni, zazdrośni czy źli. Kiedy pojawia się trudna emocja, często natychmiast próbujemy ją stłumić, odwrócić od niej uwagę albo znaleźć coś, co pozwoli nam poczuć się lepiej.

Tymczasem emocje nie pojawiają się bez powodu. Można potraktować je jako system informacji, który mówi nam coś o naszym wewnętrznym stanie, potrzebach i sposobie postrzegania konkretnej sytuacji. Złość może sygnalizować przekroczenie granicy, smutek może wiązać się ze stratą lub brakiem bliskości, lęk może wskazywać na poczucie zagrożenia, a frustracja może pojawić się wtedy, gdy rzeczywistość znacząco różni się od naszych oczekiwań.

Nie oznacza to jednak, że każda emocja dokładnie opisuje rzeczywistość. Emocja jest informacją o naszym doświadczeniu, ale nie zawsze jest obiektywnym opisem sytuacji. Możemy czuć się odrzuceni, mimo że druga osoba wcale nas nie odrzuca. Możemy odczuwać zagrożenie, chociaż obiektywnie jesteśmy bezpieczni. Możemy być przekonani, że ktoś nas lekceważy, podczas gdy ta osoba jest po prostu zmęczona lub zajęta.

Dlatego zamiast pytać wyłącznie: „Jak pozbyć się tej emocji?”, warto czasami zadać inne pytanie: „Co ta emocja próbuje mi powiedzieć?”


Góra lodowa ludzkich emocji

Dobrym sposobem na zrozumienie własnych reakcji jest metafora góry lodowej. To, co znajduje się nad powierzchnią wody, jest łatwe do zauważenia. Podobnie jest z naszym zachowaniem. Widzimy krzyk, płacz, irytację, milczenie, wycofanie czy agresywną odpowiedź. To jednak tylko zewnętrzna część całego procesu.

Pod nią może znajdować się znacznie więcej.

Złość bywa emocją, którą łatwiej nam wyrazić niż strach, smutek, wstyd czy bezradność. Gniew może dawać poczucie siły i kontroli, podczas gdy przyznanie się do zranienia wymaga odsłonięcia własnej wrażliwości. Dlatego czasami łatwiej powiedzieć „wkurzyłeś mnie” niż „zabolało mnie to, co powiedziałeś”.

Pod złością może znajdować się lęk przed odrzuceniem, poczucie samotności, rozczarowanie, wstyd, bezsilność, potrzeba akceptacji albo potrzeba bycia zauważonym. Nie oznacza to, że każda złość jest jedynie przykrywką dla innej emocji. W wielu sytuacjach złość jest uzasadnioną reakcją. Warto jednak sprawdzić, czy jej intensywność odpowiada temu, co rzeczywiście wydarzyło się tu i teraz.

Wyobraź sobie osobę, która wraca po ciężkim dniu do domu. Partner zwraca jej uwagę na drobną rzecz, a ona natychmiast reaguje gniewem. Na pierwszy rzut oka problemem jest komentarz partnera. Jeśli jednak spojrzymy głębiej, może się okazać, że pod złością znajduje się myśl: „Cały dzień się staram, a Ty i tak widzisz tylko to, co robię źle.”

Jeszcze głębiej może znajdować się potrzeba bycia zauważonym i docenionym. Być może podobne sytuacje pojawiały się już wcześniej i właśnie dlatego zwykła uwaga uruchamia znacznie silniejszą reakcję, niż można byłoby się spodziewać.


Dlaczego reagujemy mocniej, niż chcielibyśmy?

Każdy człowiek posiada własny zestaw doświadczeń, przekonań i sposobów interpretowania rzeczywistości. To, co dla jednej osoby jest neutralnym komentarzem, dla innej może zabrzmieć jak atak. To samo wydarzenie może więc uruchomić zupełnie różne reakcje.

Znaczenie ma między innymi to, czego nauczyliśmy się wcześniej. Jeśli ktoś przez długi czas doświadczał krytyki, może stać się szczególnie wrażliwy na wszelkie oznaki oceniania. Jeśli ktoś wielokrotnie był ignorowany, brak odpowiedzi na wiadomość może wywoływać silny niepokój. Jeśli ktoś dorastał w środowisku, w którym konflikty były gwałtowne i nieprzewidywalne, nawet niewielka sprzeczka może powodować bardzo silne pobudzenie.

Nie oznacza to, że jesteśmy skazani na powtarzanie przeszłości. Oznacza jednak, że nasze obecne reakcje często mają swoją historię.

Zrozumienie tej historii nie powinno służyć szukaniu winnych. Nie chodzi o to, aby każdą trudność tłumaczyć dzieciństwem albo przeszłością. Chodzi o zauważenie, że nasze reakcje nie zawsze powstają w próżni. Czasami to, co dzieje się dzisiaj, dotyka czegoś, czego nauczyliśmy się wiele lat wcześniej.


Co znajduje się pomiędzy wydarzeniem a emocją?

Pomiędzy tym, co się wydarza, a tym, co czujemy, często znajduje się jeszcze jeden bardzo ważny element – interpretacja.

Ktoś nie odpisał na Twoją wiadomość. To jest fakt.

Możesz jednak pomyśleć: „Pewnie jest zajęty”. Możesz też pomyśleć: „Ignoruje mnie”, „Zrobiłem coś nie tak” albo „Już mu na mnie nie zależy”.

Wydarzenie jest takie samo. Zmienia się natomiast jego znaczenie.

To właśnie interpretacja może uruchomić cały łańcuch emocjonalny. Dlatego warto nauczyć się oddzielać fakty od historii, którą dopowiada nasz umysł.


Zanim uwierzysz pierwszej myśli, która pojawia się w Twojej głowie, spróbuj zadać sobie pytanie: „Co wiem na pewno, a co tylko zakładam?”


To proste pytanie potrafi stworzyć bardzo potrzebną przestrzeń między wydarzeniem a reakcją. Nie chodzi o ignorowanie własnych uczuć ani przekonywanie siebie, że „wszystko jest w porządku”. Chodzi o sprawdzenie, czy emocja opiera się na faktach, czy może częściowo na interpretacji.


Mózg kocha automatyzmy

Nawet kiedy zaczynamy rozumieć swoje emocje, pozostaje jeszcze jeden problem: dlaczego tak trudno zmienić zachowania, które doskonale wiemy, że nam nie służą?

Jedną z przyczyn jest fakt, że nasz mózg bardzo dobrze radzi sobie z automatyzowaniem powtarzających się czynności. Dzięki temu nie musimy świadomie analizować każdego ruchu, każdej decyzji czy każdej rutynowej czynności. Automatyzacja pozwala oszczędzać energię i sprawnie funkcjonować.

Ta sama właściwość może jednak działać na naszą niekorzyść.

Możemy nauczyć się automatycznie sięgać po telefon, kiedy czujemy napięcie. Możemy objadać się po stresującym dniu, odkładać trudne zadania, unikać rozmów powodujących dyskomfort, wycofywać się podczas konfliktu albo reagować agresją na krytykę.

Niektóre zachowania pełnią funkcję sposobu radzenia sobie z napięciem. Przynoszą szybką ulgę, dlatego mózg zaczyna kojarzyć je z redukcją dyskomfortu. W rezultacie przy kolejnej podobnej sytuacji łatwiej wrócić do znanego schematu.

Może powstać prosty mechanizm:

napięcie → impuls → zachowanie → chwilowa ulga

Problem polega na tym, że chwilowa ulga nie zawsze rozwiązuje źródło problemu. Czasami jedynie przesuwa je w czasie.


Dlaczego szkodliwe nawyki są tak trudne do przerwania?

Wyobraź sobie, że po stresującym dniu automatycznie spędzasz godzinę w mediach społecznościowych. Przez ten czas nie myślisz o obowiązkach ani problemach. Czujesz chwilową ulgę.

Twój mózg otrzymuje prostą informację: „To zachowanie pomogło mi zmniejszyć napięcie.”

Kiedy podobny stres pojawi się kolejny raz, prawdopodobieństwo powtórzenia zachowania może wzrosnąć. Z czasem reakcja staje się coraz bardziej automatyczna.

Dlatego samo postanowienie: „Od dzisiaj przestaję to robić” może nie być wystarczające.

Jeżeli zabierzemy stare zachowanie, ale nie znajdziemy innego sposobu radzenia sobie z emocją, która je wywoływała, pozostawiamy pustą przestrzeń. A ta przestrzeń szybko może zostać wypełniona poprzednim schematem.


Trwała zmiana wymaga zastąpienia starego schematu

Jeżeli chcemy zmienić nawyk, warto zastanowić się nie tylko nad tym, czego chcemy przestać robić, ale również nad tym, co chcemy robić zamiast tego.

Jeżeli stres powoduje automatyczne sięganie po telefon, alternatywą może być krótki spacer, kilka spokojnych oddechów, zapisanie swoich myśli albo rozmowa z kimś bliskim. Jeżeli podczas konfliktu automatycznie zaczynasz krzyczeć, możesz nauczyć się robić krótką przerwę i wracać do rozmowy dopiero wtedy, gdy emocje nieco opadną.

Nie chodzi o stworzenie idealnej wersji siebie.

Chodzi o zwiększanie liczby sytuacji, w których zamiast reagować automatycznie, zaczynasz świadomie wybierać sposób reakcji.


Najważniejsza jest przestrzeń między bodźcem a reakcją

Dojrzałość emocjonalna nie oznacza, że człowiek nigdy się nie złości, nie boi ani nie reaguje impulsywnie. Oznacza raczej zdolność zauważenia własnego stanu i stworzenia sobie przestrzeni na wybór.

Możesz być bardzo zdenerwowany i jednocześnie zdecydować, że nie chcesz teraz rozpoczynać kłótni. Możesz czuć ogromny lęk, a mimo to zrobić kolejny krok. Możesz być rozczarowany, ale zamiast natychmiast oskarżać drugą osobę, powiedzieć jej, co dokładnie poczułeś.


Nie zawsze możemy zdecydować, co poczujemy. Możemy jednak uczyć się decydować, co zrobimy z tym, co czujemy.


Ta niewielka przestrzeń pomiędzy emocją a działaniem jest niezwykle cenna. To właśnie tam pojawia się możliwość wyboru.


Samoświadomość nie oznacza ciągłego analizowania siebie

Można również przesadzić w drugą stronę. Nieustanne analizowanie każdej myśli, emocji i zachowania może prowadzić do nadmiernego skupienia na sobie. Samoświadomość nie oznacza konieczności rozkładania każdej sytuacji na czynniki pierwsze.

Chodzi przede wszystkim o dostrzeganie powtarzających się wzorców.

Jeżeli po raz kolejny reagujesz bardzo silnie w podobnej sytuacji, zatrzymaj się i zastanów, co łączy te wydarzenia. Może za każdym razem pojawia się poczucie odrzucenia. Może krytyka uruchamia wstyd. Może utrata kontroli wywołuje lęk. Może konflikt sprawia, że automatycznie chcesz uciec.

Z czasem zaczynasz dostrzegać własną „mapę reakcji”. Wiesz, jakie sytuacje są dla Ciebie szczególnie trudne i jakie zachowania pojawiają się wtedy automatycznie.

To właśnie jest jeden z fundamentów samoświadomości.


Czy wszystko ma swoje źródło w dzieciństwie?

W rozmowach o psychologii często pojawia się przekonanie, że każda trudność dorosłego człowieka musi mieć swoje źródło w dzieciństwie. Rzeczywistość jest jednak znacznie bardziej złożona.

Na nasze funkcjonowanie wpływa wiele czynników: wcześniejsze doświadczenia, późniejsze relacje, środowisko, aktualny poziom stresu, temperament, sposób uczenia się, sytuacja życiowa oraz wiele innych elementów.

Nie każda złość oznacza „ranę z dzieciństwa”. Nie każdy lęk jest wynikiem traumy. Nie każda trudność wymaga odnalezienia jednego wydarzenia z przeszłości.

Jednocześnie wcześniejsze doświadczenia mogą wpływać na to, jak nauczyliśmy się reagować na świat.

Dlatego zamiast za wszelką cenę szukać jednej przyczyny, warto przyjrzeć się własnemu wzorcowi. Co go uruchamia? Jak reagujesz? Co próbujesz dzięki tej reakcji osiągnąć albo przed czym próbujesz się ochronić? Czy zachowanie rzeczywiście pomaga Ci w dłuższej perspektywie?

Takie pytania są często znacznie bardziej użyteczne niż próba znalezienia jednej odpowiedzi na pytanie: „Dlaczego jestem taki?”.


Jak zacząć pracę nad własnymi emocjami?

Nie musisz od razu zmieniać całego swojego życia. Praca nad sobą może rozpocząć się od jednej konkretnej sytuacji.

Po pierwsze – zatrzymaj się. Kiedy pojawia się bardzo silna emocja, jeśli sytuacja na to pozwala, daj sobie kilka sekund lub minut. Nie po to, aby ją stłumić, ale aby ją zauważyć.

Po drugie – nazwij to, co czujesz. Zamiast ogólnego „jestem wkurzony”, spróbuj powiedzieć sobie: „Jestem zły, ale jednocześnie czuję rozczarowanie”, „Boję się, że zostanę odrzucony” albo „Czuję się bezsilny”. Im dokładniej potrafimy określić stan, w którym się znajdujemy, tym łatwiej się z nim pracuje.

Po trzecie – zapytaj, czego potrzebujesz. Za emocją często znajduje się jakaś potrzeba. Może potrzebujesz odpoczynku, bezpieczeństwa, uznania, bliskości, jasnej granicy albo zwykłej chwili spokoju.

Po czwarte – poszukaj schematu. Zastanów się, czy podobna reakcja pojawiała się już wcześniej. Jeśli tak, spróbuj znaleźć wspólny element tych sytuacji.

Po piąte – wprowadź małe zastępstwo. Nie próbuj zmieniać wszystkiego jednocześnie. Jeżeli do tej pory w stresie automatycznie sięgałeś po telefon, spróbuj następnym razem zrobić coś innego. Jeżeli reagowałeś krzykiem, spróbuj zrobić przerwę. Jeżeli tłumiłeś emocje, zapisz je na kartce.

Małe zmiany mogą wydawać się niepozorne, ale powtarzane konsekwentnie pozwalają budować nowe sposoby reagowania.


Kiedy warto skorzystać z pomocy specjalisty?

Nie każda trudność emocjonalna wymaga terapii. Czasami pomocne może być samodzielne rozwijanie samoświadomości, rozmowa z bliską osobą, prowadzenie dziennika, praca z książkami czy świadome obserwowanie własnych zachowań.

Są jednak sytuacje, w których warto rozważyć profesjonalne wsparcie. Szczególnie wtedy, gdy trudne emocje lub zachowania znacząco utrudniają codzienne funkcjonowanie, wpływają na relacje, prowadzą do powtarzających się konfliktów, powodują poczucie utraty kontroli albo wiążą się z silnym i długotrwałym cierpieniem.

Psycholog czy psychoterapeuta nie powinien być postrzegany jako ktoś, kto ma „naprawić” człowieka. Profesjonalna pomoc może przede wszystkim stworzyć przestrzeń do bezpiecznego przyjrzenia się własnym doświadczeniom, emocjom, przekonaniom i zachowaniom.

Proszenie o pomoc nie jest oznaką słabości. Czasami jest jednym z najbardziej świadomych kroków, jakie możemy podjąć.


Nie chodzi o to, aby nigdy więcej nie reagować emocjonalnie

Celem pracy nad sobą nie jest stworzenie człowieka, którego nic nie wyprowadza z równowagi. Takie życie nie istnieje. Będziemy się złościć, będziemy się bać, będziemy popełniać błędy i czasami powiemy coś, czego później będziemy żałować.

Dojrzałość emocjonalna nie polega na braku trudnych emocji. Polega na tym, że coraz lepiej rozumiemy, co się z nami dzieje i potrafimy brać odpowiedzialność za własne zachowanie.

Możemy powiedzieć: „Zareagowałem zbyt mocno”. Możemy przeprosić. Możemy spróbować naprawić sytuację. Możemy zastanowić się, co właściwie uruchomiło naszą reakcję i co następnym razem możemy zrobić inaczej.

To właśnie w takich momentach rozwijamy się najbardziej.


Pod powierzchnią często znajduje się coś ważnego

Być może następnym razem, kiedy poczujesz ogromną złość z powodu pozornie błahej sytuacji, warto na chwilę się zatrzymać. Zamiast pytać wyłącznie: „Dlaczego ten człowiek tak mnie zdenerwował?”, spróbuj zapytać: „Dlaczego ta sytuacja aż tak wiele dla mnie znaczy?”

Być może odkryjesz tam lęk. Być może zmęczenie. Być może potrzebę szacunku. Być może poczucie, że od dawna dajesz z siebie więcej, niż jesteś w stanie. A może po prostu okaże się, że miałeś wyjątkowo trudny dzień.

Nie każda emocja skrywa wielką tajemnicę i nie każda reakcja wymaga wielogodzinnej analizy. Czasami jesteśmy po prostu zmęczeni, przeciążeni albo sfrustrowani. Jednak obserwowanie własnych reakcji pozwala zauważyć moment, w którym zwykła emocja zaczyna przekształcać się w powtarzający się schemat.

Zrozumienie siebie daje możliwość wyboru

Zrozumienie własnej psychiki nie polega na znalezieniu jednej odpowiedzi na pytanie: „Dlaczego taki jestem?”. To znacznie dłuższy proces obserwowania własnych emocji, myśli, zachowań, potrzeb i powtarzających się schematów.

Możemy odkryć, że złość często pojawia się wtedy, gdy czujemy się bezsilni. Możemy zauważyć, że uciekamy w określone zachowania, kiedy nie chcemy konfrontować się z trudnymi emocjami. Możemy dostrzec, że niektóre sytuacje uruchamiają w nas reakcje znacznie silniejsze, niż wynikałoby to z samego wydarzenia.

I właśnie wtedy zaczyna się prawdziwa praca nad sobą.

Nie możemy zawsze zdecydować, co poczujemy. Możemy jednak stopniowo uczyć się decydować, jak odpowiemy na to, co czujemy.

Być może właśnie dlatego warto czasami zajrzeć pod powierzchnię. Nie po to, aby znaleźć w sobie coś złego, co trzeba natychmiast naprawić. Wręcz przeciwnie – po to, aby lepiej zrozumieć człowieka, z którym spędzamy całe swoje życie.

Samych siebie.